Z ARTYKUŁU DOWIESZ SIĘ:
- Jaką rolę tworzy miejski system informacji przestrzennej?
- Na jakie konkretne potrzeby powinien odpowiadać cyfrowy bliźniak ulicy?
Zarządzanie drogami w mieście przez wiele lat było postrzegane przede wszystkim jako zadanie techniczne i utrzymaniowe. Droga miała być przejezdna, bezpieczna, właściwie oznakowana, utrzymana w odpowiednim stanie i zgodna z wymaganiami przepisów. Tak rozumiane drogownictwo miejskie nadal pozostaje podstawą działania każdego zarządcy drogi, ale coraz wyraźniej widać, że współczesna ulica nie mieści się już w tak wąskim rozumieniu. Nie jest wyłącznie pasem asfaltu, który trzeba wyremontować, odśnieżyć, oznakować i okresowo skontrolować. Jest jednym z najważniejszych i najbardziej złożonych zasobów publicznych miasta, w którym spotykają się mobilność, bezpieczeństwo, parkowanie, zieleń, odwodnienie, reklamy, infrastruktura techniczna, dostępność, transport publiczny, logistyka, przestrzeń publiczna, decyzje administracyjne i codzienne oczekiwania mieszkańców.
To właśnie dlatego w zarządzaniu infrastrukturą drogową coraz większe znaczenie mają dane. Nie jako modny dodatek do projektów smart city, lecz jako warunek sprawnego zarządzania zasobem, który z roku na rok staje się bardziej obciążony funkcjami, oczekiwaniami i konfliktami. Za rządca drogi nie podejmuje dziś decyzji wyłącznie o nawierzchni czy oznakowaniu. W praktyce każdego dnia rozstrzyga, jak pogodzić potrzeby pieszych, kierowców, rowerzystów, komunikacji publicznej, przedsiębiorców, służb miejskich, mieszkańców, inwestorów, wykonawców i różnych komórek urzędu. Dla mieszkańca ulica jest jedną przestrzenią. Jeżeli chodnik jest zastawiony, przejście słabo widoczne, oznakowa nie niespójne, reklamy tworzą chaos, rowerzysta nie ma kontynuacji trasy, a po większym deszczu pojawia się zalanie, nikt nie analizuje struktury organizacyjnej urzędu. Mieszkaniec widzi miasto, które działa dobrze albo źle. Problemem wielu miast nie jest więc brak pracy po stronie zarządców dróg. Przeciwnie, pracy jest bardzo dużo. Drogowcy odbierają zgłoszenia, wydają decyzje, uzgadniają or ganizację ruchu, zlecają naprawy, prowadzą ewidencję, obsługują zajęcie pasa drogowego, kontrolują wykonawców, odpowiadają miesz kańcom i próbują planować utrzymanie przy ograniczonych budżetach. Problem polega raczej na tym, że duża część tej pracy nadal odbywa się w warunkach informacyjnego niedosytu. Trzeba coś sprawdzić w terenie, odszukać decyzję, porównać projekt z rzeczywistością, zapytać inny wydział, znaleźć plik, mapę, protokół, załącznik do wiadomości e-mail albo raport od wykonawcy. Niejednokrotnie trzeba też ustalić, która wersja danych jest aktualna i czy informacja, na której opiera się decyzja, rzeczywiście odpowiada stanowi w terenie. Wyjazd w teren jest oczywiście potrzebny i nigdy nie zostanie całkowicie zastąpiony przez system informatyczny. W drogownictwie nadal konieczne są przeglądy, inspekcje, odbiory i ocena sytuacji na miejscu. Nie powinien on jednak być protezą brakują cych danych. Jeżeli do każdej drobnej decyzji trzeba uruchamiać telefon, e-mail, objazd, sprawdzenie dokumentów i konsultację między jednostkami, to koszt informacji staje się realnym kosz tem zarządzania drogami. Nie zawsze widać go w budżecie jako osobną pozycję, ale widać go w czasie pracy, opóźnieniach, sporach, powtórnych kontrolach, reklamacjach i decyzjach podejmowanych pod presją niepełnej wiedzy.
Aby przeczytać artykuł w wersji elektronicznej, musisz posiadać opłaconą PRENUMERATĘ.